bobas lubi wybór, dziecko je, śliniak, blw, baby led weaning

Cukier krzepi

Taką sentencję głoszono jeszcze w latach 90.
Wiem, choć jest to rok moich narodzin, więc niewiele w mojej pamięci pozostało, ale dostałam niedawno od Mamy zestaw Poradników dla Mam z lat 70. 80. i 90. Istne perełki!

Wyczytałam tam, że dziecko zawsze musi leżeć na twardym ceratowym materacu, że matka karmiąca piersią musi przemywać się 3 razy dziennie od pasa w górę, że nie wolno dziecka nosić na rękach, że dziecko śpi 2 godziny, je 30 minut, 30 minut czuwa i znów śpi 2 godziny, i tak w kółko aż do wieczora kiedy to po solidnym posiłku z butli składającym się z mąki, cukru, mleka w proszku i wody, zasypia na 12 godzin i ani myśli obudzić się z głębokiego, “zdrowego” snu.

Cuda, Panie, cuda! Cuda wianki 😀
No więc kiedy dziś wiemy, że cukier jednak nie krzepi, a nawet nazywany jest Białą Śmiercią, spotykam się z Babciami/Ciociami których macierzyństwo przypada na ubiegły wiek i mam nie lada zadanie!

Rozszerzanie diety niemowlęcia

Uff… Każdy kolejny posiłek mojej pierworodnej musi być okraszony odpowiednią Inwokacją, że moje dziecko je WSZYSTKO, ale w moim domowym słowniku oznacza to WSZYSTKO CO ZDROWE oraz BEZ SOLI i BEZ CUKRU.

Ciocio/Babcie: Aha. A może w takim razie biszkopcika.
Ja: Ma sól i cukier.
Ciocio/Babcie: Aha. A może bułeczkę pszenną?
Ja: Ma sól…
Ciocio/Babcie: Toż ona nic nie je!

Kiszka z makaronem…! Nie zaczaiły…

No ale ja już się uzbroiłam. Piekę bułeczki pszenne bez soli w domu i noszę je ze sobą. Poza tym uzbroiłam się w super smaczne książki kucharskie Moniki Mrozowskiej “Słodkie i zdrowe czyli desery które możesz jeść codziennie” i Kingi Paruzel “Fit Słodkości” i zaczynam odczarowywać PRL w ich głowach.
Ostatnio moje ciasto czekoladowe zrobiło furrorę (bez cukru, a dobre?!? wtf?!? no miałaś rację?!?), a Ciocio/Babcie na spotkania z nami zaczęły uzbrajać się w owoce i normalny obiad dla wszystkich z wydzieloną porcyjką BEZ SOLI. Uff… wreszcie zaczęły czerpać radość z namiętnego obcowania mojej pierworodnej, z posiłkami, z którymi uwielbia rozmawiać (tak, tak z posiłkami gada!), tulić (jaaaka kochana kaszka kukurydziana- wsmarowana we włosy i śliniak, ale w dużej mierze wszamana ze smakiem!), kosztować, smakować, lizać, memlać, gryźć, szarpać dziąsłami i łyyyykać z lubością. Ku pokrzepieniu Ciocio/Babć- może nie je sklepowych biszkopcików, ale uwielbia karkówkę pieczoną, pomidory, ogórki, schaby, mielone- Ciocio/Babcie jeszcze szczęśliwsze niźli mogły się spodziewać (koordynuję by to wszystko było z dobrych źródeł, pieczone, nie smażone- ale to już na mojej głowie, one tego nie odczuwają, a komentarzy/pytań/cukro-propozycji jest o wiele mniej)

Smacznego!

Pozdrawiam,
Adrienne Isabel.

Zapraszam na fanpage: Czyste Dziecko.