To pytanie jest dla mnie bardzo ważne i zadaję je sobie kilka razy dziennie. Najczęściej wtedy gdy mi coś nie wyjdzie 😉 Tak jak Ty najczęściej widzę swoje potknięcia i niedociągnięcia. W mojej głowie uwypuklają się nieustannie wpadki i gorsze dni. Wydaje się że wcale nie jestem taka dobra jak sobie wymarzyłam. I tutaj daję sobie i Tobie znak STOP. Czymże jest bowiem wzorzec który mamy w głowie? Czy ktokolwiek widział idealną matkę? Pewnie obie w przypływie spontanizmu odpowiemy: nie. I faktycznie chyba nie widziałyśmy jej naocznie. Każda z nas, krocząca po tej ziemi popełnia gafy. Zdarzają się dni fatalne, ale przecież i takie, trochę mniej zawalone. Jestem pesymistką w ciele optymistki, dlatego taki wydźwięk moich wstępnych wniosków.

Rola ojca w życiu dziecka

Czy to nie paradoks, że taki tytuł nosi pierwszy podrozdzialik mojego artykułu? Ha! Może ci się tak wydawać, ale jest to zabieg w pełni świadomie ukartowany przeze mnie. Szczęśliwe matki, które mogą wychowywać swoje dzieci wraz z Mężem. Ojciec jest dla dziecka pierwszym autorytetem. To w ojcu córka widzi swojego obrońcę, tego który stabilizuje w jej sercu poczucie jak wartościową i wyjątkową jest osobą. Taki będzie mój artykuł- będzie swego rodzaju relacją tego, jak w mojej rodzinie rysują się te podstawowe role w rodzinie i jakie mają znaczenie dla mnie jako Mamy.

Dla mojego macierzyństwa, rola Męża jest drugą kolumną podtrzymującą budowlę rodzicielstwa. Kiedy przy mnie córka uczy się czynności życia codziennego, przy ojcu uczy się przygody. Ze mną gotuje (od 1 rż. stoi przy blacie kuchennym wraz ze mną i bierze czynny udział w coraz to bardziej skomplikowanych czynnościach, dopasowanych do wieku), z Tatą najchętniej zjada obiad, który nie raz i nie dwa wydaje się nazbyt niebezpieczną przygodą do przeżycia tylko z Mamą. Ze mną robi sprawunki (w 3 rż. moja dziewczynka dzielnie prowadzi koszyk na kółkach i wkłada wszystkie podawane przeze mnie produkty [tak! znam te wszystkie prośby o co drugie ciastko i co trzeciego misia. nauczyłam się po prostu robić listę w głowie i maszerujemy po sklepie solidnym truchtem, aby uwaga była skoncentrowana na łapaniu podrzucanych przez matkę sprawunków :D], a z Tatą rąbie drewno (no dobra, podaje sosnowe gałęzie, jęcząc na starcie co 2 minuty że jest nudno i chce do domu, aby finalnie skapitulować i zatopić się w ojcowskiej propozycji współpracy). Ze mną bawi się w masowanki- wierszowanki i inne przytulaski, a z Tatą wywraca fiflaki i podskoki na kanapie (nie że ze mną nie może zrobić fikołka, a z Tatą się nie przytula, ale wyraźnie procentowo jednego jest więcej ze mną, a drugiego z Tatą- także dlatego że ja wolę po prostu przytulasy zamiast szaleństw, a Mąż uwielbia szaleństwa, które pozwalają oderwać myśli np. od nurtujących spraw zawodowych). Wycieczki z Mamą to obserwacje i kontemplacje, wycieczki z Tatą okraszone są wyścigami, wspinaczkami, okrzykami i wszelkimi dzikimi praktykami.

Niech mi tam- przyznam się do czegoś- ostatnio zrobiłam rosół. Dałam mnóstwo warzyw, kości wieprzowe, solidną porcję przypraw- ziele angielskie, liście laurowe, pieprz w kulkach, lubczyk, nać selera, nać pietruszki. Zapomniałam o jednym. Rosół więc smakował serio kiepsko. Zabrakło tam oczywiście soli. Właśnie w tej chwili przypomniał mi się ten rosół i wydaje mi się świetnym odzwierciedleniem tego co chcę ci powiedzieć- uważam że tym właśnie rosołem byłoby moje nawet najlepiej wystarane macierzyństwo, gdyby zabrakło w nim oparcia w ojcostwie mojego Męża. Dopiero z solą rosół smakuje jak lekarstwo na każdą chorobę. I właśnie dlatego tak bardzo jestem wdzieczna mojemu Mężowi za jego ojcowskie wsparcie w naszym wspólnym rodzicielstwie- macierzyństwo i ojcostwo jako dwie równoprawne kolumny rodzicielstwa. Polecam, jeśli tylko zechcesz. Warto!

Mama z aspiracjami

Czy już wiesz jakie masz aspiracje? Każda z nas je ma. Dla mnie jest nimi to co właśnie dla Ciebie robię- tworzenie bloga i marki Czyste Dziecko. Każdego dnia w tygodniu pracy, zabieram się za tworzenie treści online oraz produktów fizycznych, jakimi jest odzież ochronna, outdoorowa i elegancka dla dzieci i całej rodziny. Zawód ten wyrósł na kanwie mojego stania się matką oraz bazując na wcześniejszych pasjach i doświadczeniach zawodowych. Pracowałam w telewizji jako reżyser i gospodyni programu TV dla dzieci, byłam także animatorem na obozach dla dzieci i podczas rodzinnych festiwali miejskich, prowadziłam także dział edukacyjny dla dzieci w firmie promującej kosmiczne technologie. W domu rodzinnym natomiast, byłam otoczona twórczością i utalentowanymi ludźmi. Mój pradziadek był szewcem, babcia w pewnym okresie życia- modystką, wuj jest malarzem, a ukochana Mama jest florystką i rękodzielniczką z zamiłowania. Rzemiosło artystyczne i twórczość są dla mnie czymś wspaniałym i doceniam ich ogromną wartość. Znając swoją historię życia i stojąc u progu macierzyństwa, odnalazłam pomysł na siebie, aby móc połączyć swoje pragnienie realizacji własnych aspiracji z pragnieniem wielkiej bliskości w rodzinie. Odnalezienie własnej drogi to proces poznania swojego serca. Czy je znasz? Wsłuchiwałaś się w jakimś momencie swojego życia w jego potrzeby? Wiem, że są kobiety które tego nie zrobiły nigdy, a otworzyły się na tę podróż podczas drugiej młodości, gdy dzieci wyfrunęły z gniazda. Jestem 29 letnią mamą i mam taką podróż- a nawet niejedną- za sobą. Jeśli tylko chcesz- daj sobie dwa dni sam na sam. I odbądź taką spokojną, piękną i optymistyczną podróż do swojego serca. Jest tam wiele aspiracji i piękna. Zobaczysz!

Złoty cielec

Słyszałaś może o złotym cielcu? Był pewien lud, który uformował ze złota figurę cielca i oddawał mu cześć. Marne wiedli życie. Nic ciekawego. Sami nieszczęśnicy, a cielec- cóż- kupa złota nikomu na nic niezdatna. Symbol ten znany jest Wam może z języka polskiego a może z kościoła. Ja przywołałam go tutaj dlatego, że jest fajną alegorią do dość zapomnianego w Internetach wniosku, a dla mnie dość kluczowego w odpowiedzi na pytanie “Jak być dobrą mamą?”. Zadałam sobie kiedys pytanie: co mi nie pasuje, co jest nie tak? Dlaczego szukam wciąż więcej, wciąż bardziej? Co zaspokoi wreszcie moje gorączkowe poszukiwana. Czy jest coś co przyniesie mi w końcu sytość? Czy gdybym miała góry złota, wszystkie cudowności świata to czy nareszcie byłabym usatysfakcjonowana? Nie mam góry złota. Jeśli ty masz i jesteś całkowicie nasycona spełnieniem, to wiem że ja przestałam iść w tym kierunku zanim tam doszłam i może dlatego nie dotrę do tej złotej mety, którą ty przekroczyłaś. Jednak wiesz- i ja nareszcie poczułam sytość. A o ten stan chodziło przecież i mnie i tobie 🙂

Moje poczucie spełnienia uświadamiam sobie codziennie wieczorem. Dzieje się tak dzięki temu, że każdego dnia razem z Mężem zastanawiamy się co dobrego wydarzylo się w tym dniu. Jest wiele takich dni kiedy nie sprzedaje się żaden produkt fizyczny w moim sklepie, wiele takich dni kiedy nie dostajemy giftów, wiele dni kiedy Mąż nie przynosi z uniwersytetu listu gratulacyjnego czy nowego grantu naukowego. Ale dzięki praktyce codziennego doceniania dobra, okazało się, że każdego dnia jest tysiące rzeczy które składają się na słowa piosenki Ryśka Riedla “W życiu piękne są tylko chwile…”. Jestem codziennie syta pomocą ludzi przy wsiadaniu i wysiadaniu z autobusów, pociągów, codziennie jestem syta Irenki śmiechem do bólu brzucha, nowym pomysłem na zabawę, codziennie jestem przepełniona spełnieniem “I do it”! kiedy napisałam kolejny artykuł dla Ciebie, kiedy zrobiłam nowy wykrój na płaszczyk jesienny dla dziewczynki czy na ogrodniczki wodoodporne, każdego dnia jestem zadowolona ze mnie i z Męża, że ogarnęliśmy brudne naczynia (ha! własnie słyszę jak Mąż zmywa nasze gary <3 nie-nie mamy zmywarki), codziennie cieszę się tym, że mogę pić ciepłą kawę dzięki ekspresowi od szwagra (ma funkcję podgrzewania <3).

Codziennie jest coś dobrego w Twoim i moim dniu. Naprawdę. I powyższy opis to nie jest cukierkowy świat Internetów. Po prostu na tym właśnie ma polegać wdzięczność- uwypuklaniue tego co fajne i dobre, a przebaczanie sobie i innym tego co paskudne, brzydkie i nie fair.

Co do złotego cielca- zauważyłam, że im więcej mam wartościowych przedmiotów tym bardziej mnoży się w mojej głowie presja, aby dbać o nie, chronić je, zabezpieczać, ubezpieczać, odnawiać, polerować, pilnować, reperować… I mam taki układ z Mężem- kolekcjonujemy dobre chwile, a znacznie, znacznie mniej dobra materialne (te konieczne do dobrego życia [w naszym mniemaniu] kredyty i inne precjoza, dostarczają nam wystarczającej dawki adrenaliny co miesiąc- za więcej dziękujemy) – bo przecież “W życiu piękne są tylko chwile…” 

Autorytet dla mamy

No nie ma idealnej matki – tak powiedziałam na początku. Mimo to podsyłam ci fajny pomysł, który mi pomaga. Warto znaleźć w pamięci obraz mamy, który był dla nas takim idealnym. Jaka wtedy była? Może podawała ci smaczny syrop miodowy na bolące gardło, może głaskała po głowie kiedy zasypiałaś, może kołysała się z Tobą na huśtawce, może razem szalałyście na festiwalu muzycznym, albo jechałyście rowerami na szlaku górskim? Przypominasz sobie te chwile? Widzisz- wydaje mi się że w tym całym macierzyństwie chodzi o obecność, o relację, o trwanie. Może w tym najfajniejszych chwilach dużo było milczenia ale za to jeszcze więcej bycia razem?

Ja mam swój autorytet w macierzyństwie. Ty też możesz go odnaleźć i przypominać sobie w momentach, w których czujesz się złą matką. Może wystarczy tylko zamilknąć i przytulić, może nie trzeba się martwić jaką naukę trzebaby wygłosić lub jaką zasadę nakreślić?

Mój autorytet ma takie właśnie cechy, które ci tutaj powyżej proponuję i wiesz- zawsze mi lepiej. Sama się “przytulam” wtedy do tej Mamy i przypominam sobie, że chcę być podobna.

Adrianna Złoch

Adrianna Złoch

autorka tego bloga i projektantka odzieży

Dziękuję że przeczytałaś mój artykuł, w którym zdradzam trochę kulis mojego rozumienia macierzyństwa. Jeśli zechcesz mnie wesprzeć zapraszam do sklepu mojej marki. Poniżej podrzucam ci kilka propozycji moich projektów.